sobota, 9 czerwca 2018

Ach te słowa! Ach ta wymowa!



Czy zdarzyło wam się kiedyś  pomylić angielskie słowa?
Czy zamiast podać komuś -KEYS - klucze, obdarowaliście rozmówcę -KISS -buziakiem!?
Albo jeszcze lepiej! Czy zabraliście kogoś na zwiedzanie kościoła- CHURCH- i powiedzieliście rozmówcy, że to wspaniałe, zabytkowe CHAIR- krzesło!😥🤣😉
Niemożliwe? Absolutnie możliwe!
Straszne... żenujące...obciachowe?! Nie...zabawne!
(choć przyznam, że przy braku dystansu do siebie lub w sytuacji bardziej oficjalnej, na przykład w trakcie biznesowego spotkania, może być nieco krępujące.)
Dlaczego mówię:  zabawne? ...bo z własnego doświadczenia wiem, że większość osób w tym momencie nie wytrzymuje ciśnienia i zaczyna się zwyczajnie śmiać. I trudno mieć tu pretensje do słuchającego, że buchnął śmiechem, bo przecież... to zabawna sytuacja!

No dobra, dobra. Wiem, że zaraz mi powiecie, że łatwo powiedzieć, a gorzej wybrnąć z takiej palącej akcji. Zgadza się, ale gdy się mleko rozleje, nic już nie da się zrobić.
Jak więc  ratować się gdy, to właśnie nam, przydarzył się taki lapsus językowy?
Spalić się ze wstydu i zamilknąć? Uciekać gdzie pieprz rośnie, byle dalej od angielskiego?
Nie, nic podobnego!
Myślę, że najlepiej nie denerwować się zbytnio i nie "spinać" tą wpadką. O wiele lepszym pomysłem jest uśmiechnąć się szczerze i przyznać do błędu. Można też  całą sytuację obrócić w żart (to mój ulubiony sposób) i...kontynuować zwiedzanie krzesła, zaznaczając żartobliwie, że tylko w tym miejscu TAKIE NIEZWYKŁE  znajdziecie ;))) A potem, jakby nic się nie stało, kontynuować rozmowę, bo... czyż mylić się, nie jest rzeczą ludzką?

Uwierzcie mi, po takiej pomyłce już na wieki zapamiętacie różnicę między podobnymi wyrazami, na których zaliczyliście poślizg, a  chwila śmiechu na pewno wyjdzie wam na zdrowie i rozluźni atmosferę.

A zatem , kiedy następnym razem poprosicie o mąkę -FLOUR-, a kolega obdaruje was pięknym, pachnącym kwiatem -FLOWER, nie wyrzucajcie mu tego błędu. Uśmiechnijcie się i wpuście chłopaka do środka. Może nie uda wam się razem upiec ciasta, ale wspólne chwile przy dobrej kawie mogą być równie interesujące.

wtorek, 29 maja 2018

 
Zacznę od, kolejnego roku, miesiąca, tygodnia..., a najlepiej ...zacznę od poniedziałku!

Gdy rozmawiam z osobami, które chcą podjąć się nauki angielskiego często właśnie słyszę takie zdani.
-No dobrze- myślę sobie - ale....dlaczego OD PONIEDZIAŁKU? Dlaczego nie już , zaraz, natychmiast, albo choćby jutro?!
(wiem, wiem...jestem osobą , która lubi działać od razu, gdy tylko jest ku temu powód. Wiem też, że nie każdy ma taką niecierpliwą osobowość jak ja, ale...po co czekać?

Każdy moment jest dobry aby zacząć!

Rozumiem, ze poniedziałek jest pewnym znacznikiem początku kolejnego tygodnia pracy itd. Jest symbolem tego, że już czas zakasać rękawy. Jest oznaką zaplanowanego działania.
Ale czy nie jest też przykrywką dla lenistwa, które chowa się pod etykietką: Zrobię, to na pewno...ale nie dzisiaj... czyli...do lenistwa...które zwyczajnie odkłada nasze ZROBIĘ na wieczne NIGDY?
Jak sądzicie? I czy Wy też odkładacie sprawy NA POTEM?

Czekam na Wasze komentarze.

sobota, 14 kwietnia 2018

Trener językowy czy nauczyciel? A moze dwa w jednym?!



Dziś chciałabym zainteresować was czymś, co mnie od dłuższego czasu bardzo interesuje, a nawet fascynuje! A mianowicie tym jak zmotywować uczniów i słuchaczy do nauki, ponieważ przy braku motywacji cała praca, zarówno moja jak i ucznia,  tak naprawdę  obraca się proch.
Sama też byłam (i w pewnym sensie nadal jestem uczniem, bo przecież uczymy się całe życie)  i przyznam, że mam dość słuchania suchego, bezdusznego : UCZCIE SIĘ! I tyle!
Gro nauczycieli zostawia ucznia z takim komunikatem nie wnikając w szczegóły, jak poradzą sobie z przyswojeniem wiedzy. Nie pokazuje technik , sposobów dzięki którym nauka może być o wiele łatwiejsza, a jedynie wymaga szybkich i trwałych rezultatów. Potem próbuje rozliczać z efektów końcowych testowo lub ustnie, które często nie są takie jak oczekiwano. I wtedy dramat! Nauczyiel rozczarowany, a uczeń zniechęcony do pracy.
I dlatego właśnie, na zajęciach, które prowadzę, bardzo staram się  połączyć nauczanie ze wsparciem motywacyjnym, aby dać uczniom zaplecze= wsparcie techniczne. Pokazuję różnorodne sposoby przyswajania wiedzy i dobieram je do studenta, ucznia, słuchacza indywidualnie, bo to właśnie dzięki nim będą stosunkowo szybko mogli uzyskać pierwsze efekty, czyli posługiwać się językiem angielskim. 
Poza tym, uczę  wyznaczania krótkoterminowych celów, oraz tych długoterminowych, gdyż niezmiernie istotnym elementem jest to, aby wiedzieć po co poświęcamy czas takiej czynności jak nauka języka,  a nie innej, gdy w tym czasie moglibyśmy nic nie robić, lub robić coś innego, równie lub bardziej wartościowego.
A zatem....jak pracujemy? Metodą 3-ch kroków:
1. Razem się zastanawiamy do czego potrzebna jest nam znajomość języka angielskiego.
2. Wytyczamy cele.
Rozpisujemy je na kroki=etapy, dostosowując ich wielkość do indywidualnych potrzeb ucznia.
3. Działamy. Wspólnie, razem, ramię w ramię.

Ćwiczenia dzielimy na takie gdzie:
a) uczymy się budowy zdania, bo ono jest fundamentem, głównym narzędziem do pracy. 
b) Wprawiamy zdania w ruch, znów razem, aż rozpędzimy tę niezwykłą maszynę i uczeń może już działać samodzielnie (nawet jeśli popełnia błędy! Tak...błędy...nie bójmy się tego słowa.)
c) rozmawiamy na luźne tematy, gdzie nie skupiamy się na błędach, a ja udaję Panią z Chin (np) unikając w ten sposób podrzucania gotowych odpowiedzi. A wszystko po to, żeby zmotywować słuchacza do szukania różnych sposobów wyrażania swoich myśli.
d) Poruszamy  tematy, gdzie wypowiedź jest kontrolowana i poprawiamy błędy! (  tak, tak...poprawiamy!...i to na gorąco, zanim uczeń zapomni, co powiedział. Czyż nie lepiej uczyć się na własnych błędach?! Co uczniowi da poprawienie po 10 minutach dyskusji. Wtedy trudno jest przywołać w pamięci wypowiedziane zdania i się do nich odnieść, prawda? )

-Tak!, Owszem rozwiązujemy testy, ale głównie gdy uczymy się do egzaminów. Tu też omawiamy, nie tylko czego się uczyć, ale jak, aby dobrze sobie z nimi radzić.

-A poza tym...dużo się śmiejemy, bo przy pozytywnym nastawieniu nic być trudne i nudne zwyczajnie nie może.

Jeśli po przeczytaniu tego artykułu dochodzicie do wniosku, że przydałoby Wam się wsparcie motywacyjne  w Waszej drodze do językowego sukcesu zapraszam na zajęcia oraz warsztaty ze mną.
( które odbędą się w Poznaniu).  Zapisy tylko drogą mailową, na poniżej podany adres. Termin podam w najbliższym czasie w zależności od ilości chętnych. Ilość chętnych jest również warunkiem ruszenia warsztatów, a zatem przekażcie informację dalej. Może jeśli nie wy to koleżanka, kolega, brat czy siostra skorzysta z okazji doszkolenia.

Pozdrawiam serdecznie życząc Wam owocnej pracy z językiem.

d.zawadzka@poczta.onet.pl 




poniedziałek, 2 kwietnia 2018


Wiele osób chce nauczyć się języka lecz uwiera go gramatyka!
Tak, tak "uwiera" bo większość nie znosi reguł i zasad. A prawie każdy przyznaje, ze chętnie by się nauczył języka bez wnikania w gramatyczne zawiłości.
No właśnie...tylko czy jest to możliwe?
Zdania są podzielone: jedni mówią TAK, inni NIE, jeszcze inni są rozdarci pomiędzy.
Co mówię JA- Nauczycielka z dwudziestoletnim stażem, która sama też przeszła proces nauki (bo nic mi się samo nie wykluło nagle w głowie!) 
Gramatyka to stelaż dla logicznej wypowiedzi...
Gramatyka to ram utrzymująca zdania w ryzach...
Gramatyka to dodatkowa treść, którą w sobie niesie...
A co jeszcze?
Zapraszam do obejrzenia video poradnika : TIME FOR ENGLISH Danuta Zawadzka    

https://www.youtube.com/watch?v=iT3lX2pdPSk&t=1s

poniedziałek, 19 marca 2018

Nauka języków a myślenie obrazami.



Myślimy obrazami!
To prawda, gdyż około 95% społeczeństwa jest wzrokowcami. A zatem nic dziwnego, że gdy uczymy się języków obcych większą efektywność przynosi nam nauka słowa podanego w szerszym kontekście, gdyż wtedy w głowie powstaje obraz, a obraz  zapada nam w pamięci na znacznie dłużej.
Pozwólcie, że podam przykład:
Chcemy się nauczyć na przykład przymiotnika klejący czyli sticky. Słowo to , brzmieniowo, ani wzrokowo może  z niczym nam się nie kojarzyć, a zatem trudno jest  wyobrazićje sobie. Gdy jednak dodamy do wspomnianego słowa rzeczownik: palec czyli sticky + finger wówczas powstaje w naszym umyśle obraz: klejący palec, a po chwili być może już klejące palce ( od soku, owoców, bądź czekolady). Nasz mózg uruchamia wyobraźnię, a w niej obraz, który jest logiczniejszy i łatwiejszy dla mózgu do wyobrażenia, zrozumienia i przyswojenia.
Wypróbujcie tę metodę, składania słów w grupy znaczeniowe, a przekonacie się na własnej skórze, że tak jest łatwiej, a przez to efektywniej. A co najważniejsze ...ciekawiej!
Ale żeby nie było nudno, pobawcie się skojarzeniami. Uruchomcie wyobraźnię.
Niech klejący nie będzie tylko palec...możecie wyobrazić sobie klejący, zielony smark, albo"glut" (no wiecie są sztuczne takie, można kupić je praktycznie w każdym sklepie z zabawkami) położony na krześle waszego  wścibskiego kolegi albo zarozumiałej koleżanki. Moim zdaniem efekt będzie długoterminowy i gwarantowany.
Powodzenia!
P.S. Dajcie znać co o tym sądzicie. I czy przetestowaliście tę metodę ( niekoniecznie ćwicząc z glutami...myślę, ze potraficie być bardziej kreatywni ode mnie!)

wtorek, 6 marca 2018


 Zapraszam na kanał językowy TIME FOR ENGLISH



https://www.youtube.com/channel/UCXnewcc7UcLOdHD8P59gohw?view_as=subscriber

Znajdziecie tam porady JAK SOBIE UŁATWIĆ PROCES NAUKI, aby był łatwy i przyjemny.
Nie znajdziecie tam recepty na nic nie robienie....o co to, to nie!... bo jak wiadomo, jak się człowiek napracuje to lepiej owoce swej pracy szanuje :))) Ale nie trzeba zaraz harować, żeby efektami się delektować! Sprawdźcie sami :)

czwartek, 22 lutego 2018

Angielski? Ale(ż) naturalnie!




"Uczyć się , uczyć...a ja się nie chcę uczyć...ja to bym tak chciała ten angielski przyswoić naturalnie!" powiedziała kiedyś moja uczennica , a ja zapytałam.
-Czyli, że jak niby byś chciała?
-No tak, zwyczajnie, żeby od razu mówić, a nie...
-A nie co?
-No... żeby ta nauka nie była taka nudna.
Dla mnie nie jest- odparłam. Ja uwielbiam mówić w języku obcym! Ja się tym delektuję, bawię...
Dziewczyna popatrzyła na mnie jak na kosmitkę. Oczyma duszy już widziałam , co sobie pomyślała:                                                 LUBIĆ? NAUKĘ? WARIATKA!
Wtedy zadałam jej fundamentalne pytanie.
A  do czego tobie ten język jest potrzebny? Po co chcesz się go nauczyć?

(Tu zapadła na chwilę cisza. Potem dziewczyna coś bąkała pod nosem o egzaminach i takich tam, zupełnie bez przekonania. Konkretnej odpowiedzi jednak  nie otrzymałam, choć pytanie nie było z grupy SKOMPLIKOWANYCH)

Uśmiechnęłam się więc tylko, bo... każdy chciałby tak NATURALNIE, tylko, ze nie chciałby nic a nic robić. A nawet małe dzieci wiedzą, ze BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY!
Naturalnie,  można za angielski zabrać się tak bardziej NATURALNIE, ale tu też nic nie zrobi się samo. Należałoby się wtedy odciąć od ludzi gadających po polsku i otoczyć wianuszkiem obcokrajowców, lub umówić, się, ze znajomymi ze ze sobą nie rozmawiamy czy piszemy po polsku, a na przykład tylko w języku angielskim. A potem przebywać w ich towarzystwie ile tylko można i gadać "ile fabryka dała". Dużo i regularnie czytać i słuchać- bawić się językiem  jak dziecko chłonne nowo poznanego świata.Wówczas zanurzylibyśmy się w środowisku tego języka. Naśladowalibyśmy się nawzajem i w końcu kopiowalibyśmy podając dalej, bo tak wygląda proces nauki.
 Tymczasem jeśli nie mamy takich możliwości, a jedynie jedną lub dwie lekcje języka tygodniowo ( o ile nie miesięcznie!!!) to nie oszukujmy się, pozostaje nam wytrwała praca, która nie musi wcale być nudna. To od nas i tylko od nas zależy jak będziemy ją postrzegać.  Czy jak ciasto z kremem, na które mamy ogromniastą ochotę, czy jak  zakalec z grudkami!

-Otocz się ludźmi , którzy nie mówią po polsku- zaproponowałam.
-Ale ja nie znam takich.
-To przychodź do mnie codziennie, ale ani słowa po polsku. Wyobraź sobie, ze jestem z Chin
-Nie stać mnie.
-To czytaj, słuchaj...
-Ale ja nie mam czasu,  chłopaka mam.
-To piszcie do siebie po angielsku! Bawcie się językiem razem.
-Głupio tak...będzie się ze mnie śmiał, jeśli popełniam błędy.
-To wyjedź!- powiedziałam po chwili do dziewczyny nieco już poirytowana.
 Nie mogę-  odpowiedziała rozczarowana i wzdrygnęła ramionami
-Dlaczego?
-Kasy nie mam...no i niby jak to tak ...bez języka?
(tu ręce mi opadły!)

-Hmmm...to mam pomysł- powiedziałam po chwili namysłu
-Jaki? uczennica nagle ożywiła się , mając nadzieję, ze w tym oto momencie otrzyma ode mnie antidotum na jej bolączki.
-Daj sobie spokój!
-Co proszę?- prawie ją zatkało.
-Zwyczajnie...odpuść sobie. Ty nie robisz co w twojej mocy, żeby nauczyć się języka, tylko żeby się go NIE NAUCZYĆ. Jesteś jak kursant, który chce zdać na prawo jazdy, ale nie chce mu się wsiąść do samochodu. I jeszcze się dziwi, ze nie umie jeździć.
Oczekujesz, że ktoś, jak wróżka,  machnie różdżką i wleje ci całą swoją wiedzę do głowy. A  nauka języka jest jak wyprawa w nieznane po przygodę. Sprawia przyjemność tym , którzy cieszą się po drodze każdym widokiem. Tym, którzy mają motywację, którzy widzą sens w jego używaniu i drzwi, które dzięki temu się przed nimi otwierają.
Jeśli naprawdę chcesz się nauczyć języka, zacznij cieszyć się poznawaniem nowych słów, ludzi czytaniem gazet, słuchaniem programów. Niech każde słowo, każdy zwrot  będzie jak odnaleziony skarb. A ty będziesz delektować się każdym krokiem postawionym na swej drodze, postawionym NATURALNIE.
:)))

A co Wy o tym sądzicie? Zachęcam do komentowania:)





środa, 7 lutego 2018

Jak czerpać przyjemność z nauki języka, gdy nie ma się do tego zacięcia


Jako młoda dziewczyna zastanawiałam się czy uczenie się  języka może być przyjemne. Szczególnie gdy mi kojarzył się tylko z testami, egzaminami i takimi tam. Dopiero, gdy zobaczyłam z jaką  frajdą mój kolega rozmawia z ludźmi, którzy nie są "stąd", z obcokrajowcami, dotarło do mnie, że znajomość języka jest kluczem do świata. I on już go ma.  Ja jeszcze nie. Wtedy też dotarło do mnie, ze... też bym tak chciała.
Jak widzicie to dowód na to, ze najfajniej jest uczyć się czegoś, co nam sprawia przyjemność, w czym widzimy sens, bo sami tego chcemy, a nie dlatego że ..."MAMA NAM KAZAŁA!
To, co sprawia nam radochę przychodzi nam z łatwością, a to, czego nie lubimy urasta do rangi MOUNT EVERESTU, albo K2 ;)
No właśnie, tylko jak sprawić, żeby polubić coś czego nie lubimy?
Jak zachęcić przykładowego Kowalskiego do tego, aby robił to, w czym nie widzi sensu , albo nie sprawia mu przyjemności?
Dzieciom, które nie lubią warzyw przemyca się je w ładnie udekorowanych potrawach, w kanapkach piratach, czy zwierzakach. wtedy zaraz smakują lepiej! A  zatem, może warto oprawić naszą NAUKĘ w zabawę, rozwiązywanie krzyżówek lub inne ciekawe zajęcia, jak czytanie artykułów lub oglądanie filmów po angielsku ale w tematyce, które nas naprawdę bardzo interesuje. Jeżeli lubicie gotować, poszukajcie ciekawych przepisów, albo artykułów, blogów o gotowaniu w języku angielskim. Jeśli lubicie muzykę, tłumaczcie słowa piosenek. Jeśli lubicie oglądać filmy, oglądajcie w oryginale, bez lektora ( no, może na czasem z napisami! to pomaga) Róbcie coś co uwielbiacie, ale róbcie to po angielsku. I najlepiej razem. Bawcie się językiem, a sami nie zauważycie kiedy go przyswoicie i stanie się waszym kluczem do świata.



niedziela, 4 lutego 2018

Jak opanować TRUDNE SŁOWA

TRUDNE SŁOWA...czyli konkretnie jakie?!
Czy takie, które są długie i trudne do wymówienia? Nie koniecznie...
Posłuchajcie...
Każdy kto uczy się języka angielskiego, lub innego języka obcego, na pewno zauważył, że są takie słowa, które za nic w świecie nie chcą wejść do głowy. I mogło by się wydawać, że nie działa na nie żadna metoda. Choć powtarzamy je wiele razy, to albo się mylą z innymi podobnymi słowami, albo zwyczajnie zupełnie wypadają nam z głowy.
Jak sobie poradzić z takimi GAGATKAMI?
Można się męczyć i próbować przygryzać je np. chipsami, ale po co się mordować :)))
Posłuchajcie jaki ja mam na nie patent!
Zapraszam do obejrzenia video poradnika na ten temat na moim kanale YOU TUBE pod adresem:

                                           https://youtu.be/nJNrCHepD0U

No i ...Koniecznie dajcie znać jak Wam się podobało?
Czekam na Wasze komentarze.


środa, 31 stycznia 2018

Nauka słówek z FISZEK





Fiszka, karteczka, flash card...co to takiego?
Oto wszystkim dobrze znana karta ze słowem w obcym języku, z której możemy uczyć się słownictwa. Jedna z najskuteczniejszych metod przyswajania słownictwa. A czy wiecie dlaczego?
Czy wiecie jak skutecznie z nimi pracować, aby efekty nie były marne, lecz spektakularne?

Zapraszam do obejrzenia video poradnika TIME FOR ENGLISH: https://youtu.be/Jd4i37onjTg


wtorek, 23 stycznia 2018

3 KROKI do osiągnięcia sukcesu w nauce języka obcego

SUKCES!  To słowo ma moc! I przyciąga wielu jak magnes.
Wydaje się wielkie (dlatego pozwoliłam napisać sobie je dużymi literami) i dlatego też...nieosiągalne.
Z definicji wydaje się być dla każdego tym samym, osiągnięciem wymarzonego WIELKIEGO celu, ale moim zdaniem, na szczęście tym samym nie jest. Dlaczego? Bo my nie jesteśmy tacy sami i mamy różne, małe i WIELKIE cele. I dla jednego sukcesem jest porozumiewanie się w języku obcym i frajda z jego używania na poziomie prostego komunikowania się, a inny dąży do perfekcji równej native speakerowi.
Ale tu...bardzo ważne!!!...
KAŻDY CEL JEST WAŻNY ( zarówno ten niewielki, jak nauczenie się kilku słówek jak i ten duży, jak  zaliczenie językowego certyfikatu) ....BO KAŻDY PROWADZI DO OSIĄGNIĘCIA SUKCESU!

A zatem stawiajmy sobie mądrze nasze cele, takie SZYTE NA NASZĄ MIARĘ. Niech będą realne do zrealizowania. A potem dążmy do osiągniecia ich , czyli do sukcesu.
A jak się do tego zabrać?

OTO 3 PODSTAWOWE KROKI DO OSIĄGNIĘCIA SUKCESU W NAUCE JĘZYKA OBCEGO!
Zapraszam do obejrzenia video:

https://youtu.be/DiD48oK_JVE

czwartek, 18 stycznia 2018

Nauka słówek Z LISTY



Z czym kojarzy mi się lista?
Z listą na zakupy.
Z czym jeszcze?
Z listą spraw do załatwienia na dany dzień, tydzień, miesiąc....
Taka lista jest zbiorem najważniejszych spraw. I gdy tylko zostają załatwione, cudownie jest je wykreślać. Poczucie wykonanej misji....bezcenne!!! :)))
Ale czy lista będąca zbiorem słownictwa jest równie użyteczna?
Czy warto uczyć się słówek z listy? Jak z nią pracować, aby je porządnie zapamiętać. I czy zapamiętywać je w wymienionej kolejności czy może lepiej na wyrywki?
Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedz w video poradniku, którego link znajdziecie poniżej.
Zapraszam do oglądania i komentowania.

https://www.youtube.com/watch?v=To7Z64sLU_w&t=7s

niedziela, 14 stycznia 2018

Nauka słówek za pomocą aplikacji mobilnych.


Co w końcu z tą nauką słówek?

Jak wiecie nauka słówek spędza niejednemu uczniowi sen z powiek dlatego więc warto znaleźć metodę, która nie tylko jest efektywna , ale i też ciekawa, bo tylko wtedy będzie nam się chciało z nią pracować. I dlatego właśnie obiecałam Wam kilka słów więcej na  temat metod nauki słówek w kolejnych postach.
A zatem zaczynamy!

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o ciekawej, bardzo nowoczesnej, idealnie wpasowującej się w XXI wiek, metodzie nauki słówek, jaką są aplikacje mobilne, z których możemy korzystać w naszych telefonach, tabletach i komputerach.
Za chwilę dowiecie się więcej o:
*    jej plusach
*    minusach,
ale przede wszystkim
*    o tym CO W NICH ZNAJDZIECIE I JAK Z NICH KORZYSTAĆ!


                                                          SZYBKI i ŁATWY DOSTĘP
                                                               
Każdy kto ma telefon ( a większość z nas i ma się z nim prawie nie rozstaje :) i dostęp do Internetu dobrze wie, że może zgrać taką aplikację na telefon, czy inne urządzenie i mieć  do niej łatwy, stały i szybki dostęp. (można też korzystać tylko online-kwestia wyboru) Pierwszy duży plus!

                                                            SZEROKA GAMA OPCJI
Co znajdziemy w takiej aplikacji?
Zazwyczaj :

A) Lekcje, lub zbiór tematów/ kategorii danych słówek.
Fajnie, bo są posegregowane i można wybierać odpowiednio do potrzeb. Pamiętajcie ze nie musimy tego katalogu przerabiać jak książki od deski do deski, możemy wybierać tylko te kategorie, które rzeczywiście nas interesują.
Same słówka często są opatrzone ilustracją, co bardzo ułatwia zapamiętywanie. Ale co ważniejsze, i tu aplikacje mają duża przewagę - IKONKĘ ODSŁUCHU, dzięki , której nie tylko zobaczymy jak wygląda słowo pisane, ale też usłyszymy jego wymowę. W języku angielskim, w którym w 90% piszemy inaczej niż wymawiamy, jest to niezmiernie ważne. Nauczenie się złej wymowy, często długi czas pokutuje i potrzeba wiele energii aby skorygować tę nieprawidłowość. A przecież nie chcemy coś tam niewyraźnie bąkać pod nosem, prawda?

B)Słownik ( przydatny gdy potrzebujemy słowa, którego akurat nie ma w spisie) Drugi plus!

C) Funkcję SHUFFLE -losowego wybierania słówek. Super sprawa, żeby sprawdzić naszą wiedzę na wyrywki!
Kolejny plus!
D) Testy...tu możemy testowo sprawdzić swoją wiedzę i zobaczyć w jakim procencie opanowaliśmy już słownictwo. Wiele aplikacji ma już podział na poziomy, co tez jest bardzo ważne!
I tu kolejny plus!
E) Możliwość ułożenia własnej listy słów. Nie wszystkie aplikacje mają tę funkcję. Ale dobrze poszperajcie. Wówczas będziecie mogli "upakować" tam swoje słowa, które akurat chcecie opanować, na sprawdzian, kartkówkę, czy zwyczajnie takie które was interesują.
Za tę funkcję ode mnie WIELKI PLUS!

                                                               PRZYPOMNIENIA
I moja ulubiona funkcja, bo jestem osobą niezmiernie zabiegana i zapracowaną, FUNKCJA PRZYPOMINAJKI, która jak moja osobista sekretarka pilnuje, abyśmy odrobili zaplanowane zadanie.
Trzeci wielki plus!

CZYŻ NIE CIEKAWIE?

No dobrze to teraz pytanie:
                                     
                                       JAK  PRACOWAĆ NA TAKICH APLIKACJACH?

Po pierwsze dobierajcie tematykę do swoich potrzeb. Nie uczcie się o rodzajach domów lub zawodów jeżeli jesteście turystami. Turysta powinien umieć w pierwszej kolejności słownictwo związane z podróżą, kupowaniem, zamawianiem jedzenia w restauracji itd.


Po drugie: znów przywołam zasadę: Róbcie MAŁO A CZĘSTO, czyli
jeżeli siadacie do przeglądania słówek, to nie przeglądajcie od razu 5 kategorii, a w każdej załóżmy po 20 słów, bo zwyczajnie tego nie zapamiętacie. Oczywiście, pewnie będziecie się mogli pochwalić ilością, ale czy aby na pewno efektywnością? Nie sądzę!
Po trzecie: Ustalcie sobie, że danego dnia przeglądacie jedną kategorię, ale wiele razy. Dzięki temu utrwalicie ją sprawnie. Następnego dnia, możecie spróbować kolejną (jeśli już tak bardzo chcecie) ale potem zajrzyjcie spowrotem do tej pierwszej. I zobaczcie ile tak naprawdę zostało"na sitku" w waszej głowie . Jeśli niewiele, to się nie zrażajcie. Tylko bawcie się dalej!
A co najważniejsze!!! Cieszcie się każdym jednym słówkiem. Cieszcie się jak podróżny drogą, którą przebywa...a nie jak ten, który ma w pociągu zamknięte oczy marząc, aby dotrzec już do celu.
Czasami sama nauka i poznawanie nowych ludzi i sytuacji jest o wiele ciekawsze niż uzyskanie certyfikatu!
Kolejna sprawa...jeśli już uczycie się słówek, pamiętajcie, że to iż poznaliście ich 200 to jeszcze nic nie  znaczy. Ważne jest to ...ile potraficie użyć w realu gdy trzeba  się odezwać i sklecić jakieś zdanie.

Podsumowując : dla mnie TAK
jedyny MINUS? (bo bym nie była sobą)
Trzymanie nosa w tablecie, czy telefonie znów odcina nas od świata zewnętrznego i wciąga do wirtualnego, a prawdziwe słowa i ludzi znajdziemy w realu. Obiecajcie więc, że nie będzie to wasza jedyna metoda. Spotykajcie ludzi, korzystajcie z każdej okazji by mówić i używać słówek. I nie martwcie się super poprawnością. Podobno, NIE OD RAZU KRAKÓW ZBUDOWANO!

Zapraszam również do obejrzenia krótkiego video na ten temat:
https://youtu.be/2FYX286iy2c